Pokazywanie postów oznaczonych etykietą otyłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą otyłość. Pokaż wszystkie posty

16:00

30 kg pykło // podsumowanie

30 kg pykło // podsumowanie

Hej miśki! ♥
Obiecałam Wam że podsumowania będą pojawiać się często, myślałam że co miesiąc ale nic zaskakującego od listopada do grudnia się nie pojawiło z wagą. Stała jak przeklęta i utknęła na całkowitym ubytku 24/26 kg. Nie chciałam o tym pisać, bo ani to okrągła liczba, ani nic w sumie takiego. Dziś oficjalnie mogę pochwalić się że łącznie zrzuciłam 30 kg. No dobrze, ale standardowo wszystko po kolei.

(kwiecień 2017)

Co jadłam przez listopad/grudzień?

Pod koniec listopada już wprowadziłam stałe posiłki i zdarzały mi się męczące mnie wymioty, jednak muszę przyznać się że to z mojej winy ponieważ za szybko przegryzałam i łykałam, a po tej operacji powinnam milion razy przeżuć zanim połknę i wiecie co? Już to robię. Oczywiście moje porcje to nadal od 70-130 g. Więcej nie wcisnę i zależy również co jem, ponieważ gdy jest mięso to jem mniej, gdy jest zupa to więcej. Tak dziwnie. W święta również sobie niczego nie odmówiłam, bo próbowałam wszystkiego z głową. Oczywiście odzwyczaiłam się od cukry, nie lubię cukierków (szok) i jem dużo zdrowiej niż kiedyś. Zaczęłam zwracać uwagę na skład wszystkiego i bardzo mi to odpowiada. 

(grudzień 2017)

Waga, centymetry i ćwiczenia

Osobiście dawno nie mierzyłam się centymetrem i nie czuję na razie takiej potrzeby, myślę że zmierzę się za jakiś czas i na pewno Wam napiszę. Co do wagi, w tym momencie ważę 120 kg i znów od jakiegoś tygodnia mam zastój ale mi to nie przeszkadza. Powiem szczerze że wszystko na mnie wisi, ale na razie jakoś nie chcę nic z ubrań kupować, bo za jakiś czas znów będą wisieć, haha. Wiele osób pisze do mnie czy ćwiczę, jak wiecie miałam zakaz od swojego lekarza ponieważ wszystko w środku było świeże i był strach lekki strach, ale wraz z nadejściem stycznia przyszło odliczanie dni i szykowanie się do większego wysiłku fizycznego. Na pewno o tym wszystkim będę Was informować na swoich social mediach no i tu na blogu.

(czerwiec 2017)

Zdrowie

To dla mnie najważniejszy punkt w tym poście jak i życiu.  Jak wiecie zmagałam się z wieloma choróbskami, ale na dzień dzisiejszy mogę Wam powiedzieć, że część z nich po prostu już zniknęła. Wyniki badań stają się znów prawidłowe a ja szczęśliwsza. Nie mam cukrzycy, tych chorób krwi, moje nadciśnienie się zmniejsza jak i depresja. Choroby powiązane z trzustką niestety dalej się utrzymują, lecz na pewno się zmniejszają, tak więc jestem pewna że za jakiś czas będę mogła dowiedzieć się co to znaczy normalne zdrowe życie. Chociaż w trakcie świąt doświadczyłam strasznego bólu w górnej części brzucha, że bałam się że doszło do rozszczelnienia, jednak całe szczęście to nie było to, lecz prawdopodobnie pierwszy atak woreczka żółciowego lub nerwica. Od tamtej pory się to już nie powtarza i miejmy nadzieję że już się nie pojawi.


(styczeń 2018)

Jeśli macie jakiekolwiek pytania, piszcie pod tym postem lub w wiadomościach prywatnych na social mediach ja do następnego postu z chęcią bym je załączyła i odpowiedziała. Zróbmy sobie dietowy q&a! Nie wiem czy również wszystko napisałam, ale jeśli zapomniałam tym razem, to przy najbliższym podsumowaniu na pewno to załączę. 

INSTAGRAM - @kahsdesign
FACEBOOK - kahsdesign

SNAPCHAT - kahs_design

15:30

schudłam 14 kg w miesiąc? // podsumowanie

schudłam 14 kg w miesiąc? // podsumowanie
W sobotę 18 listopada 2017 wypadło równo miesiąc po operacji, czy schudłam? Owszem i to aż 14 kg w jeden miesiąc. Łącznie? 24 kg. Drogę rozpoczęłam pod koniec maja i od wtedy do października udało mi się samej schudnąć 10 kg, 
chociaż w większości zawdzięczam to stresowi.
Jednak pozwól mi zacząć od samego początku.



Ci co często odwiedzają mojego bloga i znają moją historie wiedzą o operacji bariatrycznej jakiej się poddałam i jaką walkę odbyłam by wszystko się odbyło. Gdy po odwołaniu operacji mojej w Olsztynie (maj 2017), myślałam że to koniec, że albo nie uda mi się pokonać wszystkich moich chorób albo już sama nie wiem co będzie, wtedy to też po jednym dniu załamki znalazłam w sobie siłę by walczyć dalej. Udało mi się załatwić pierwsze wizyty w Warszawie, czyli bliżej domu. Wtedy wiedziałam, że wszystko się ułoży. Pierwsza próba operacji - lipiec. Zmieniono metodę na balona, nie podobało mi się to, ostatecznie okazało się, że jestem na niego za chuda (pierwszy raz w życiu na coś za chuda). Wtedy to już miałam na -3 kg. Wiecie jakie to było dla mnie szczęście? Zawdzięczam to tylko i wyłącznie stresowi, bo gdy się denerwuję nie mogę nic jeść i tak właściwie jadłam w tamtym okresie bardzo mało. Następny termin nie wiadomo kiedy, przestałam się ważyć i stwierdziłam, że się poddaję. Dostałam termin na październik i chęć do życia wróciła. Przychodzę do szpitala, ważę się i łącznie - 10 kg. Oczywiście stres i nerwy zrobiły swoje. 
Dziś, 21 listopada oficjalnie ważę -24 kg. 

Chcecie wiedzieć z jakiej wagi startowałam?
Styczeń 2017 - 150 kg
Listopad 2017 - 126 kg

Nie wstydzę się tego, że ważyłam aż tyle. Swoje zrobiły choroby i inne czynniki jak i spora depresja. Teraz chudnę, czuję się lepiej i jestem szczęśliwsza, a uśmiech z twarzy mi nie schodzi, a wiecie co jest najfajniejsze? Mam ochotę żyć i walczyć o zdrowie. Od samego początku waga dla mnie nie była ważna w tej drodze, tylko to aby pokonać swoje choroby i mieć możliwość żyć normalnie, zajść w ciąże i urodzić zdrowe dziecko, bez zagrożenia życia swojego i mojego bobo. Wiem, że gdybym dłużej zwlekała z operacją, za rok już by mogło mnie tu nie być, w takim stanie zdrowia byłam. Czuję, że teraz już jest lepiej. Do tego wszystkiego chudnięcie i wgl to tylko i wyłącznie dodatkowa radość. Mogę i wolno chudnąć, albo mieć długie zastoje, po prostu bylebym wyzdrowiała i to jest mój główny priorytet. Ale wiecie co? Wszystkie ubrania na mnie wiszą, jestem w totalnym szoku i nie powiem, że mi się to nie podoba.


To poznajmy moje wymiary w centymetrach.

Przed operacją :
Obwód brzucha - 146 cm
Obwód biustu - 150 cm
Obwód prawego, lewego uda - 85, 86 cm
Obwód bioder - 138 cm

Dziś :
Obwód brzucha - 130 cm
Obwód biustu - 133 cm
Obwód prawego, lewego uda - 70, 71 cm
Obwód bioder - 122 cm

Jak żyję po operacji?

Jadam od 4 do 6 posiłków dziennie. Zależy jak u mnie cukier i jest to co 2-3 h. Czasem właśnie mam tak, że pojawiają się wczesne objawy hipoglikemii więc wtedy muszę coś dostarczyć do żołądka, natomiast gdy nie pojawiają się te stany, to wytrzymuje nawet więcej niż 3h. Osobiście muszę powiedzieć, że są dni gdy nie mam ochoty nic jeść i wtedy potrafię zjeść tylko 2 posiłki. (nie zabijajcie mnie). Natomiast nie jem nic pomiędzy, lecz dostarczam wtedy płynów. Przeważnie woda z czymś, lub rozcieńczone soki, albo soki z witaminą c bez cukru. Ostatnio też mój organizm bardzo domaga się kawy, więc ją piję, ale zapewne to przez ciśnienie które jest niskie. Czekam na wizytę by ewentualnie dostać zezwolenie do odstawienia chociaż jednej tabletki z tym związanej. Najważniejsze dla mnie jest słuchanie swojego organizmu, nie słucham grubasa w głowie, ale swojego żołądka i narządów z tym powiązanych. Moje posiłki są w różnych wymiarach, przykładowo płatki kukurydziane namoczone w mleku, wejdzie mi ich wraz z tym mlekiem około 130g. Natomiast wszystko inne nie przekracza 100g.



Co jem?

Jak wiecie, przez pierwsze tygodnie byłam na jedzeniu papkowatym i były to pierwsze 4 tygodnie, od 15 listopada zaczęłam wprowadzać stałe posiłki i jestem na etapie co mi podejdzie, a co nie. Wiecie czasem zdarza się spotkanie z porcelanowym przyjacielem, ale nie jest to codziennie. Może przez ten okres czasu miałam jakoś takich spotkać 3. No dobrze, ale co jadłaś na śniadanie. No ja przykładowo pierwsze dwa tygodnie kaszki, później jakiś kisiel lub przetarte owoce, gerberki dla dzieci do 3 miesiąca, później zaczęłam wprowadzać nadal zmielone, ale żebym mogła sobie też coś pogryźć, bo czułam jakbym tych zębów nie używała. Tak pod koniec 3 tygodnia wprowadziłam serek wiejski i nawet nie wiecie jakie to było dla mnie pyszne. Chleba wciąż nie jem i nie chcę nawet go jeszcze próbować, jestem tylko na tych wazach czy coś takiego. I dwa te prostokąciki z almette i jestem w niebie i najedzona. Nie wiem czy kojarzycie jak mówiłam, że po jajkach idę do porcelanki, tak teraz. Znów zaczęły mi smakować! Jestem w raju. 

Jem słodycze?

Nie, nie jem słodyczy, nie słodzę, nawet nie mam ochoty. Jeśli już to naturalne cukry w stylu z owoców. A no dobra, zjadłam dwa te ciasteczka belvita, moczone w herbacie, ale potraktowane jako posiłek a nie pomiędzy nimi. W momencie gdy mam ochotę sobie coś pochrupać, to mama kupuje mi takie chrupki kukurydziane jak dla dzieci, i wyznaczam sobie porcję np 30 g i traktuję to jako normalny posiłek. Nie wykluczam, że spróbuję, czy coś. Jesteśmy ludźmi i nawet lekarze zalecają, że można ale z głową. Ja aktualnie nie potrzebuję a mój organizm nawet nie chce, bo odrzuca go na wszystko co słodkie. Ale ciekawostka, na fast foody też, ale mówię nie wmawiam sobie, że nigdy już nie zjem bo zjem. Nie w ogromnych ilościach i nie często, ale jestem człowiekiem i mogę ale jak pisałam z rozsądkiem.

Ćwiczenia.

Moimi ćwiczeniami są długie spacery, robię sobie np wchodzenie po schodach, bo niestety ale jeszcze nie mogę zacząć ćwiczyć tak jak bym chciała, a to dlatego, że np parę dni temu coś w szwach mnie zabolało przy żołądku, nie chcę ryzykować i w sumie też mam zakaz. Czekam na styczeń, bo wtedy zaczynam etap ćwiczeń na poważnie.



Tutaj macie małe porównanie mojej twarzy. Czerwiec 2017 u góry a dół to koniec października 2017.

Nie wiem czy wszystko co chciałam napisałam tutaj, ale jeśli o czymś zapomniałam, pojawi się na pewno w następnym. Pamiętajcie to pierwsze podsumowanie. Jeśli chcecie więcej, może udostępnić ten post, skomentować a przy okazji zajrzyj na moje social media.

Całuski, xoxo


Instagram - kahsdesign
Facebook - kahsdesign // kahs
Snapchat - kahs_design

16:41

Prawie nie mam żołądka

Prawie nie mam żołądka

Ci którzy obserwują mnie na snapie lub instagramie wiedzą, że doczekałam się w końcu operacji. Nowe życie zaczęłam 18 października 2017 roku. Chyba tą datę będę pamiętać do końca swoich dni. Chociaż szczerze mówiąc będąc w szpitalu dni mi się mieszały. Może zacznę opowieść od początku.

Z otyłością zmagam się od urodzenia, prawdę mówiąc nigdy nikt nie traktował też przez to mnie poważnie. W końcu jednak postanowiłam przy namowie swojej kochanej Pani doktor zmienić siebie i swoje życie. Dostałam szansę, której nie mam zamiaru zmarnować. Poddałam się operacji chlo, czyli chirurgicznego leczenia otyłości. Jak kiedyś wspominałam jest kilka różnych opcji, jednak wiedząc, że chcę kiedyś zajść w ciążę wybrałam dla siebie odpowiednią, mianowicie gastric sleeve, czyli rękawkowa resekcja żołądka która polega na wycięciu 75-80% żołądka. Ci którzy regularnie zaglądają tu do mnie na bloga wiedzą, że miałam dużo różnych perypetii na swojej drodze i miałam momenty zwątpienia, że kiedykolwiek będę miała tą operację, ale jednak się udało. Mój pobyt w szpitalu trwał tydzień i muszę przyznać, że strasznie się bałam bólu, komplikacji i śpiączki. Jednak wszystko jest w porządku, boleć bolało mnie tylko w dniu operacji, a następnego dnia rano byłam gotowa już wstać. Często też się słyszy, że często po tych operacjach się wymiotuję, mnie jeszcze to nie spotkało i mam nadzieję że już nie spotka. Co do życia jak ono wygląda po takiej operacji, jak się chudnie itp itd, zrobię serię postów, muszę przyznać, że teraz na prawdę jem zdrowo i nie ciągnie mnie nawet do słodyczy. No dobrze, ale to będę poruszać w serii o chudnięciu, tylko że wiecie... mi zależało na zdrowiu, i przy wypisie dowiedziałam się, że to był ostatni moment, bo za rok czy dwa miałabym jeszcze więcej chorób i zagrożenie życia by było ogromne, a teraz zmagam się z chorobami które opisałam wcześniej, no ale wiadomo doszło kilka nowych takich jak cukrzyca, stłuszczenie wątroby i nie pamiętam nazwy ale coś z krwią. Pozostało mi się cieszyć i walczyć o zdrowszą siebie. 



Część z Was może zarzucić mi pójście na łatwiznę, ale co to za łatwizna? Dałam się pociąć, a przecież operacja nie jest magicznym sposobem, że nagle za tydzień będę mieścić się w rozmiar 36. Operacja pomogła mi przyspieszyć pierwszy etap by więcej chorób do mnie się nie dostało, a nowe powoli zanikały. Lekarz mi oznajmił, że gdybym robiła to sama to fakt chudłabym, ale po pierwsze w tym czasie mogłyby dojść nowe choroby, dwa te co mam mogłyby się bardziej rozwinąć a nie zaniknąć, a trzy ja wcale nie mam łatwiej, bo tutaj mam o wiele więcej pracy przed sobą, muszę dojść do siebie, wskazane jest ćwiczenie, i przez 6 tygodni muszę być na papkach/miękkich potrawach. Wiecie, ja teraz nie zmieszczę więcej niż 100g, ponieważ po większej ilości bardzo się mogę źle czuć, a z resztą wolę nawet nie próbować przekroczyć tej ilości. Jest dobrze jak jest, i mam nadzieję że cukrzyca mi zanika. Zawsze bałam się bardzo tej choroby, myślałam że gdy już do mnie dojdzie to koniec ze mną, ale jednak nie. Ona może zniknąć, a ja mogę być zdrowa. I wiecie co? W końcu widzę dla siebie dzięki temu szanse, że będę mogła poznać zdrowe życie, którego nigdy nie miałam i mogłam jedynie o nim śnić. Nie będę się jeszcze bardziej rozdrabniać nad tym co operacja zrobiła, bo dla mnie to nie było wycięcie części żołądka, to było wycięcie go i usunięcie jakiegoś gruczołu który był trochę dla mnie zabójczy i bardzo hamował moje gubienie kilogramów. Wiecie, mój przypadek jest bardzo dziwny i rzadki, ale... mam nadzieję, że już tak nie będzie. W momencie gdy jesteś tym jednym na milion cz dziesięć milionów, lekarze nie bardzo chcą podejmować się twojego leczenia. Ja na takich lekarzy trafiłam dopiero po 20 latach swojego życia. Marzę by być normalna, chociaż wiem że już nigdy taka nie będę, dlatego musiałam pokochać w sobie tą swoją negatywną wyjątkowość. 

Dziś dalej walczę o lepsze jutro i będę walczyć całe życie. Jeśli chcesz obserwować moją drogę, zapraszam do obserwacji bloga i moich social media, bo tam bardzo dużo się dzieje. 
Za tydzień pojawi się podsumowanie pierwszych 3 tygodni po operacji, dlatego Was zapraszam, dowiecie się wtedy między innymi jaki jest mój teraźniejszy cel wagowy, ile i przez ile zgubiłam przed operacją, jak wygląda moja dieta po operacji, i wiele więcej. Dajcie znać co myślicie o tym poście.

Całuski, xoxo

INSTAGRAM@kahsdesign
FACEBOOK - kahsdesign
SNAPCHAT - kahs_design

20:30

#Supermodelka plus size - czy to nie przesada?

#Supermodelka plus size - czy to nie przesada?

Hej misie ♥ 
Dziś postanowiłam wypowiedzieć się na pewien temat jakim jest w sumie trochę kontrowersyjny program na Polsacie. Z tytułu możecie dowiedzieć się o jaki program mi chodzi. Mianowicie chciałabym wyrazić swoją opinie na temat samego programu, uczestników, jurorów jak i osób oglądających i ich podzielonych zdaniach. W końcu żyjemy w wolnym kraju i panuje wolność słowa.

Chciałabym jednak zacząć od jurorów. Ewa Minge jest nam wszystkim znana, polska projektantka mody, nawet wcześniej nie wiedziałam że projektuje rzeczy plus size. Szczerze mówiąc myślałam, że gustuje właśnie w bardzo kościstych modelkach. Jej osoba w programie jest dla mnie zaskoczeniem, ale nie negatywnym a pozytywnym. Emil Biliński osoba dla mnie bardzo znana, ze świata fotografii, jak niektórzy wiedzą mój zawód i wykształcenie jest też z fotografią związane, a osoba Pana Emila jest w pewnym rodzaju autorytetem. Osobiście miałam okazję poznać i jestem zachwycona jego pracami, osobowością i ogólnie talentem. Jego obecność w programie, również dla mnie to jest ogromny plus. Ewa Zakrzewska blogerka i modelka. Osobiście wcześniej nie miałam okazji, ani usłyszeć, ani oglądać zdjęć, po prostu nie wiedziałam o takiej osobie, lecz po obejrzeniu programu postanowiłam zajrzeć na bloga i jej media społecznościowe i muszę przyznać, że wydaje się być wspaniałą osobą. Myślę że zrobiła na mnie dobre wrażenie i no nie mam co czepiać się do jej osoby. Rafał Maślak to Mister Polski, ah jak cudnie. Osobiście jego osoba mnie do siebie nigdy nie przekonywała, jest przystojny to fakt, ale od początku gdy usłyszałam że będzie jurorem pomyślałam że co on tam tak właściwie robi. Osobiście jednak muszę przyznać się do swojej porażki, bo jednak pasuje do tego programu. Zawsze jest fajnie gdy pojawia się osoba ciągle uśmiechająca się, nie wiem jakoś tak mi się wydaje, że jednak dobra osoba na odpowiednim miejscu. Całe jury mi się podoba, bo nie są to osoby które nie mają pojęcia, bo jednak z tym światem plus size obcują i mają pewne doświadczenia. 


Pierwszy odcinek i pierwsze uczestniczki. Osobiście nie mam faworytki, i jakoś nie za specjalnie spodobały mi się te osoby. Nie podobają mi się wizualnie chociaż słyszałam że w drugim odcinku pojawiła się istna petarda. Obejrzę to na Instagramie będę potwierdzać. Mam wrażenie, że po niektórych dziewczynach nie było widać tego plus size, a inne rzeczywiście to jednak mogło być nie na miejscu. Przykład, przyszła dziewczyna z okropnie dużymi nabrzmiałymi nogami, Minge prawidłowo jej powiedziała, żeby przebadała się na kończyny dolne, bo to normalne nie jest. Jak dla mnie jest oczywistością, że gdy jesteś większy, ważysz więcej musisz przechodzić systematycznie badania takich rzeczy jak cukier, insulina, jajniki, nogi, serce bo to jest podstawa z podstaw. Na miejscu tej dziewczyny cieszyłabym się że ktoś mi pomaga uratować życie. I skoro już zeszliśmy na taki tor, od razu przejdę do komentarzy oglądających. Pojawiają się różne opinie, dla innych jest to przesada, prowokacja, obrzydlistwo itp itd, a dla innych jest to dobre pójście na przód i pokazanie tego, że każda z nas, gruba, chuda jest piękna. Nie podobają mi się opinie osób które mówią że oo to już choroba czy te grube osoby sobie nie zdają sprawy że to jest straszne i mogą umrzeć. Całe społeczeństwo i tak obwinia grubasa za to jak wygląda, i zarzuca mu wpieprzanie. To nie jest prawda. Nie mierzmy innych tak jak siebie. To że ty nie masz takich problemów i wydaje Ci się, że na bank to jest problem jedzenia, nie koniecznie to musi to znaczyć. Na tym świecie żyje tyle ludzi, nie wszyscy są tacy sami... Ba! tu nawet nie powinniśmy być tacy sami, każdy jest inny i w tym tkwi całe piękno. Ja po swoich doświadczeniach stałam się bardziej wyrozumiała, dlatego że wiem że nie wszystko jest białe i czarne, pojawiają się też inne odcienie, które nie są widoczne gołym okiem. Matko jaka przenośnia, tyle że prawdziwa. Ok, podsumowałam ludzi oglądających, następny akapit to tylko i wyłącznie moja opinia (chociaż cały tekst jest moją opinią).


Gdy usłyszałam o castingach do tego programu pomyślałam, że może się to nie przyjąć w naszej Polsce, że będzie bardzo dużo hejtu, i mała oglądalność. Osobiście zawsze marzyłam by znaleźć się w takim programie, ale powiedziałam sobie że na pierwszy sezon, nie bardzo chcę iść. Najpierw chciałabym zobaczyć jak to się odbywa. Bałam się tego, że będzie to dosłownie zerżnięte z Top Model, jednak ta forma mi się o wiele bardziej podoba, wiadomo podobieństwa są ale to tak jak w innych krajach, przecież my zrzynamy z programów zagranicznych. Osobiście też podoba mi się ta idea pokazania kobietą że trzeba kochać siebie, taką jaką się jest i wiecie co? Przecież ja na swoim blogu staram się to przekazywać Wam, wszystkim w koło że miłość do siebie jest najważniejsza. Dlatego też szanuję ten program bo w pewnym sensie pokazuje prawdę, pokazuje różne historie i czasem ciężkie ścieżki każdej z nas. Ja osobiście wiem, że będę oglądać program, i jeśli mi się spodoba może spróbuję w następnej edycji. XD
Przepraszam, musiałam to napisać. 

No dobrze, a jakie jest Wasze zdanie na temat tego programu? Dajcie znać w komentarzu, a przy okazji zapraszam na moje social media. Do następnego miśki ♥

Instagram - klik
Facebook - klik

12:33

Dlaczego bawicie się moimi uczuciami?

Dlaczego bawicie się moimi uczuciami?
Hej Misie!
Ostatnio opowiadałam Wam jak to cieszę się, że będę miała zabieg, i całą historię mojej drogi ku zdrowemu życiu. Szkoda tylko, że znów kolejny raz wszystko odwołano. 


Niedziela
Czuję stres, kończę pakowanie do szpitala i wiem, że będzie ciężko. Ze stresu cały dzień nie mogę nic poważnego przełknąć, więc mówię trudno, zjem za kilka dni. Idę wsadzić wszystko do walizki i tak mija mi dłuższa chwila. Gdy wszystko gotowe idę się ogarniać, biorę kąpiel by odświeżyć się i nacieszyć tym moim ukochanym prysznicem. Po zakończeniu czynności poszłam wykonać kolejną jaką jest ubranie się, a potem wysuszenie włosów i takie tam. Jestem gotowa.

Podjeżdżamy pod szpital, ja, mama i B. Idziemy na izbę przyjęć, wypełniam wszystkie dokumenty i czuje jak ze stresu zasycha mi w gardle. Wypiłam jedno pół litra wody, czuję że to wciąż za mało. Kupiłam kolejnych kilka butelek i wołają mnie bym wstawiła się na oddział. Przechodzę z Izby Przyjęć i idę za lekarzem albo pielęgniarzem, nie mam pojęcia kto to był, zakłada mi opaskę na rękę, poszedł jakiś żarcik, śmiałam się że szpital to więzienie, serio to nie ważne. Jadę windą na 6 piętro, wysiadam i widzę szklane drzwi, czuję ten typowy zapach szpitalu i zaczynam się jeszcze bardziej denerwować. Idziemy do siostry jest godzina 15:30. Daję dokumentację, przedstawiam się i pielęgniarka ze mnie się śmieje. Zapytacie dlaczego... a, że spóźnialska jestem. Odpowiadam, że powiedziano mi że mam być o 15-16. Siostra w szoku, no ok. Narzekanie zaczyna się, że nie zrobią mi wszystkich badań, jak to skombinować, o co chodzi i takie tam. Jakby to była moja wina. Jestem zdenerwowana, idę na echo serca albo ekg, kto to wie. Moja mama idzie za mną, śmianie się ze mnie że jestem mami córcia. No i? Trudno, jestem zła, robią badanie wracam na sale w której leżę. Jestem przy samym oknie, fajny widok. Chociaż tyle dobrze. Wołają mnie na pobranie krwi, mówią że wbiją mi wenflon, a ja sobie myślę tylko - boże nie! błagam nie chce. Wow, wbija mi się w żyłę, i okazuje się że jest zapchana czy coś. Siniak mam do dziś, tak jak i guza i ból w tym miejscu. Pobierają w końcu normalnie. Rtg klatki piersiowej jest następną rzeczą, po drodze łapie mnie mini krwotok z miejsca gdzie miał być wenflon. Zaciskam mocno by jakoś zatamować i idę dalej. Nie będę opisywać jak wygląda rentgen bo większość z nas wie, a nie chce przy okazji opisywać czegoś co niektórzy by mogli źle odebrać, jak erotyzm. (Żartuję kochani). Po badaniu znów na górę i pojawia się anestezjolog. 
- Ile masz lat?
- Jeszcze 20.
- Nie pal już dziś papierosów bo będzie większy problem przy usypianiu. 
Myślę sobie, no domyślam się, nie będę palić. Następnie każe podpisywać jakieś rzeczy, i informuje o zagrożeniach lub efektach ubocznych. Myślę sobie, że już gorzej być nie może i nic na bank się nie stanie. Po wyjściu lekarki, przychodzi pielęgniarka i daje mi dwa czopki na przeczyszczenie. Jestem totalnie załamana i przerażona, jeszcze nigdy nie robiłam czegoś takiego. Ku mojemu zaskoczeniu jak i osób mnie odwiedzających nie miałam żadnego rozstroju żołądka, więc mnie nie przeczyściło. 

Godzina 19. Żegnam się z mamą i zacznają mi napływać łzy do oczu. Już coraz bliżej, a ja nadal nie wiem czego mogę się spodziewać. Do godziny 22.50 oglądałam serial, potem już leżałam do około 2 i się denerwowałam, moje próby zaśnięcia nic nie dały, aż w końcu sobie sama do siebie żartowałam że przynajmniej pod narkozą się wyśpię. 

Poniedziałek
Godzina 5.30 pielęgniarka budzi mnie bym poszła do łazienki i przygotowała się do zabiegu. Wymyłam się podgoliłam brzuch wedle zaleceń i zdezynfekowałam go jakimś specjalnym płynem. Tak też się pytałam po co to mam robić, skoro zabieg odbywa się przez gardło. A no na wszelki wypadek, jakby coś nie wypaliło. Godzina 6, siedzę w swojej piżamie i oglądam coś by nie myśleć o niczym. Patrze na zegarek, nagle 8. zaczynam już się bardziej denerwować, bo przecież to zaraz. Przychodzi pielęgniarka i dostaje opierdziel za to że nie jestem jeszcze w specjalnej koszuli. Idę założyć ją, jezusie czuje się naga, tragedia, pierwszy raz się wstydzę, jeszcze dostałam jakieś pończochy do połowy uda... wyglądałam strasznie. Przychodzi lekarz, który miał przeprowadzić na mnie zabieg. Prosi mnie na wagę. Wchodzę, patrzę i oczom nie wierzę, schudłam. Tylko jak... i dlaczego tak dużo? Przecież... nic w moim odżywianiu się nie zmieniło. Jestem w szoku, trochę bardziej zadowolona bo wiem że może mi się udać, czuję motywację, która po chwili znika i czuję jak spadam na sam dół. 

Zabiegu nie będzie, za dużo schudłaś i nie możemy zrobić Ci tego balona, będziesz mieć normalną operację. Te słowa usłyszałam. Wtedy poczułam jak dosięgam dna, zaczęłam się śmiać i myśleć. Szkoda tylko, że gdy mówiłam profesorowi kierującemu że jestem na takim i takim odżywianiu się i byłam wtedy już na samej granicy, to mówiłam od początku o operacji. Poczułam się i nadal czuję jakby moje zdrowie było bez znaczenia, jakby nikogo nie obchodziło to, że z każdym dniem jestem bliższa śmierci, jakby to się nie liczyło, jakbym ja się nie liczyła. Nie dość że od dnia poprzedniego nic nie mogłam pić, tak mnie suszyło to jeszcze to. Dla mnie stała się wtedy rzecz absurdalna i nie wiedziałam co zrobić, wróciłam na salę przebrałam się w normalne ubrania, i poszłam spać. Obudziła mnie mama z pytaniem o to i musiałam tłumaczyć, nawet nie płakałam, tylko się śmiałam. Dopiero dzisiaj pisząc ten post zaczyna to do mnie docierać, dopiero teraz pojawiają się łzy i muszę znów czekać na wiadomość kiedy termin i znów przechodzić przez to wszystko, a ja i może życie na razie znów jesteśmy w zawieszeniu, bo tak na prawdę to ja już sama nie wiem co mogę zrobić. 

Dziękuję Wam za wsparcie, które daliście mi tu, na instagramie snapie i facebooku. Jesteście najlepsi. Miałam plan opowiedzieć wam to jak już wszystko będzie pewne, było i nagle znów nic nie jest pewne. Jedyne co w tym momencie wiem, to to, że nie poddam się w walce o siebie.

12:13

Co to jest ten balon?

Co to jest ten balon?
Balon Żołądkowy jest to nie chirurgiczna alternatywa leczenia otyłości. No dobra, to już niektórzy mogli się domyśleć, ale jak to wygląda i jak to wszystko się odbywa? Zaraz wszystkiego się dowiecie.


Do żołądka zostaje wprowadzony metodą endoskopową balon, który następnie jest wypełniony solą fizjologiczną. Wypełnia on żołądek, co daje nam efekt uczucia sytości i nie jesteśmy wtedy głodni. Balon nie może znajdować się dłużej niż 6 miesięcy w organizmie, więc do tego czasu musi być usunięty. Ta metoda leczenia otyłości polega w niektórych przypadkach przy pomocy schudnięcia i utrzymania wagi, a w innych (tak jak w moim) by przygotować do zabiegu rękawkowej resekcji żołądka. Tak na prawdę, nie można dużo tu napisać, ponieważ każdy przypadek takiego zabiegu jest inny. W moim przypadku to jest aktualnie najbezpieczniejsze rozwiązanie by sprawdzić czy to coś w ogóle mi da i czy w jakikolwiek sposób pomoże. Na końcu postu dam wam link do strony, która moim zdaniem bardzo dużo wyjaśnia i jest napisana krok po kroku, a przecież nie będę nic kopiować, bo nie wypada. Chciałam również dodać, że po założeniu tego balonu będę robić podsumowania nie wiem tygodnia, dwóch a może miesiąca, więc na pewno będziecie mogli być podczas tej mojej drogi, jak i późniejszej. Mam zamiar również tworzyć posty o chirurgii bariatrycznej i zapraszam osoby zainteresowane, lub chcące pomocy lub jakichkolwiek informacji do pisania wiadomości na facebooku, linki będziecie mieli na dole. Chciałam również dodać, że gdy będę w szpitalu chciałabym zrobić z tego relację by na bieżąco Wam opowiadać co się dzieje, w związku z tym zapraszam Was do dodawania mnie na snapie i obserwowania na Instagramie, bo tam będziecie na bieżąco z moją sytuacją zdrowotną. Oczywiście po powrocie ze szpitala stworzę wpis jak u mnie to wszystko wyglądało.

PS: Strona odnośnie balonu jest tylko informacyjna i pamiętajcie, żeby dowiedzieć się więcej należy udać się do lekarza.


STRONA DOTYCZĄCA BALONA

Facebook klik
Instagram - klik
Snapchat - kahs_design

23:12

Idę na łatwiznę

Idę na łatwiznę
Długo owiewałam tajemnicą etap, do którego postanowiłam około roku temu się podjąć, i powiem szczerze, że to był z jednej strony najlepszy i najgorszy okres czasu, ale dlaczego? Może zacznę historię od samego początku.


Gdy wylądowałam w szpitalu na dokładnych badaniach, lekarz powiedział, że jeśli nie powiedzie się leczenie moich chorób to będę musiała podjąć się operacji bariatrycznej, czyli chirurgicznego leczenia otyłości. To było około 2015 roku i jak można się domyśleć, niestety nic mi nie pomogło. Wtedy byłam przerażona i zmotywowana, że chcę sama walczyć o swoje życie i długo walczyłam by w końcu być zdrowa, niestety moja walka szła na marne a ja na myśl o szpitalu i operacji wariowałam, nawet nie przyjmowałam takiej opcji. Z resztą, wtedy lekarz też jak zwykle nie okazywał mi zainteresowania, i ogólnie sytuacja nie była ciekawa bo nie był nikt w stanie nic mi wytłumaczyć, bo po co. W listopadzie 2016 roku, moja mama podpięła mnie pod swoją prywatną opiekę lekarską i właśnie wtedy na mojej drodze stanęła najwspanialsza osoba, jaką jest moja kochana Pani Doktor prowadząca. Właśnie wtedy zaczęła mnie namawiać na podjęcie się drogi chirurgicznej, wtedy też zaczęła wszystko mi tłumaczyć i poświęcać czas a przy okazji poczułam w końcu się tak, jak powinnam już dawno temu. Pani Doktor zaczęła o mnie walczyć i w momencie gdy ja poddałam się całkowicie i miałam myśli w stylu, co ma być to będzie, nie zrobię nic z tym zdrowiem i jak umrę to umrę, ona właśnie pokazała mi, że przede mną jest długie życie, i że ona mi pomoże o nie zawalczyć.


Pod koniec listopada zrobiłam szereg różnych badań i gdy okazało się, że doszło mi nadciśnienie, to właśnie ona powiedziała że dość, że to jest najlepszy moment na walkę o życie. Zmotywowałam się i zaczęłam czytać o operacjach, zaczęłam szukać różnych profesorów, lekarzy którzy wykonują operacje, dowiadywałam się o opiniach, zagrożeniach, powikłaniach dosłownie w tym momencie wiem wszystko. Znalazłam w Warszawie profesora który miał dobre opinie i umówiłam się na pierwszą konsultację. Po odczekaniu około miesiąca, nadszedł styczeń kiedy to byłam na konsultacji, jednak prędko zrezygnowałam z oferty Profesora, ponieważ odczułam również wrażenie, przepychania i podejścia do mojej osoby 'wpierdzielasz to teraz masz za swoje' i dodatkowo za głupie badania cena 3 tys, zł gdzie wszystkie badania miałam już w swojej teczce chorób (to taka moja teczuszka z przebiegiem wszystkiego). Nie poddałam się mimo wszystko, znalazłam szpital w Olsztynie, a przecież B. mieszka niedaleko to bez problemu tam mogę mieć operację, musiałam poczekać na kwalifikacje do marca (i w tym czasie czekania, założyłam bloga), i gdy nadszedł dzień sądu wyznaczono od razu mi datę operacji. Miało to być rękawkowe wycięcie żołądka, które miało mi wyciąć hormon głodu z żołądka i jeszcze coś co może również powodować moje choroby, ale jak to dokładnie się nazywa nie powiem, bo nie chcę skłamać. Data wyznaczona, równo za dwa miesiące operacja (15 maja) i spędziłam te miesiące na zmianie całkowicie diety, robiłam różne rzeczy by mój organizm się przygotował do życia po takiej operacji. Dosłownie tydzień przed odwołano to na co najbardziej czekałam, wiecie od stycznia czekałam tylko na ten dzień, nastawiałam się pozytywnie na to co czeka mnie po, nie poszłam do pracy, ponieważ wiedziałam, że na tamten moment nikt by nie przyjął osoby która za chwile ma operacje. Jak możecie się domyśleć, osoba z depresją nastawiona na operacje i nagle dostaje odmowę oczywiście z niewiadomych przyczyn może popaść w dół. Cały dzień ryczałam, nie wiedziałam co mam dalej robić, nie widziałam jeszcze żadnej innej możliwości.


Poniedziałek, kilka dni po najgorszej wiadomości, zmotywowałam się i znalazłam inną opcje i to bliżej domu. Okazało się, że w Warszawie nadal mogę mieć operację, pojechałam na konsultację 11 maja, Profesor powiedział że operacja jest wskazana i zrobi mi ją w lipcu. Zastanawiał się czemu nie zrobiono mi jej w 2015 i powiedział, że może dziś już bym nie miała tych problemów. Znów czekałam dwa miesiące, i przyszedł pierwszy lipca. Dzwonię dowiedzieć się o dokładny termin, Profesor zaprasza mnie na wizytę. Operacja za 6 miesięcy, najpierw założymy balon. Załamałam się, to było w ten wtorek 11 lipca. Popłakałam się, ale nie powinniście się mi dziwić, człowiek któremu mówi się jedno, a potem robi się drugie ma prawo się rozkleić gdy jest zawiedziony. Gdy uspokoiłam się wszystko mi wytłumaczono. Balon zamówiony i będzie na 100% robiony. I wiem, że w końcu coś się ruszyło w mojej sprawie.


Dlaczego więc balon a nie operacja? Dlatego, że dopiero w szpitalu wprowadzili tą opcje i gdy tylko taka opcja się pojawiła, stała się dla mnie lepsza. Przytaczając słowa - Operacja teraz, mogłaby stworzyć dużo komplikacji, z którymi później będę musiała znów się męczyć, a balon po pierwsze jest dobrym przygotowaniem, a po drugie pomoże mi troszkę schudnąć i robiąc operację za 6 miesięcy, powikłań nie powinno być. Czy to mi się podoba? Niekoniecznie, nastawiona byłam na jedno, ale skoro operacja teraz może być zagrożeniem życia, to nie chcę ryzykować. Mam nadzieję tylko, że nie jest i nie będzie dla mnie za późno. 


Może dla niektórych z Was to pójście na łatwiznę, bo przecież gdybym chciała to bym sama z siebie schudła, dla innych to bez sensu okaleczanie się. Przedstawiłam Wam początek drogi i w głębi serca czuję że to jeszcze nie będzie koniec, chociaż mam nadzieję, że to pomoże w jakikolwiek sposób w pokonaniu moich chorób. Zdaje sobie również sprawę, że większość chorób dopiero zaczynają odkrywać i nie wiadomo czy wszystkie u mnie są wykryte, ale mam nadzieje, że tak. Jeśli uważacie tak jak pisałam wcześniej, że to łatwizna, to uwierzcie mi na słowo, że to więcej mnie kosztuje niż poprzednie leczenie. Teraz wiem, że to są ostatnie możliwe opcje z których mogę skorzystać, i mam zamiar wykorzystać co do ostatniej by być szczęśliwą i zdrową, i nie chodzi mi o bycie chudą czy wysportowaną, bo to dosłownie mam gdzieś, powtórzę kolejny raz. Marzę by być zdrowa i zależy mi tylko na pokonaniu chorób. 

koszulka: Bonprix
Spodnie: F&F

Cieszę się, że w końcu mogłam z Wami się podzielić tymi informacjami i usłyszeć Wasze zdanie. Proszę o trzymacie kciuków, by tym razem wszystko wyszło dobrze i żeby nic nie odwołano mi, a dodatkowo napiszcie co myślicie. 
Dziękuję ♥

Facebook - klik
Instagram - klik
Snapchat - kahs_design

12:01

Grubas musi schudnąć

Grubas musi schudnąć

Hej miśki, dziś przychodzę z postem w którym chciałabym opisać podstawowe sposoby jak i bardziej zaawansowane schudnięcia. Wiadomo, otyłość to choroba, ale opisywałam to wcześniej, są różne jej nie wiem jak to nazwać 'odchyły', może tak. Wiadomo chodzi o to, że po pierwsze, zależność dotycząca zaawansowania czy chorób towarzyszących.

1. Dieta
Diety są różne, i nie na jednej również byłam. Jestem osobą konsekwentną względem swojego zdrowia, jednak muszę przyznać się bez bicia. Nie potrafiłam być na większości diet, ponieważ dla mnie były monotonne, a gdy jem przez okres x ciągle to samo, niestety już najmilej mówiąc zwracam wszystko do kibelka. Jeśli chodzi o diety nie monotonne i ze składnikami które nie wpływają na mnie negatywnie, to nie przeszkadzało mi i mogłam wytrzymywać i rok i dwa, niestety u mnie zawsze leciały kilogramy w dół i za miesiąc wracały mimo utrzymywanej diety. No cóż, ale jednak z tego co się orientuję nawet po osobach które do mnie piszą, niektóre choroby można właśnie pokonać wyeliminowaniem niektórych pokarmów ze swojej diety. Tak więc dieta jednak działa i można mimo wszystko.


2. Ruch i Sport.
Wiadomo, aktywność fizyczna też dużo pomaga, gdy jest się w ruchu łatwiej wszystko się spala i chodząc nawet na siłownie i dobierając odpowiednie diety, da się pokonać otyłość i na bank zna każdy z nas z otoczenia osobę której udało się pokonać nadwagę lub otyłość. Osobiście jakiś czas temu poznałam dziewczynę, która zgubiła 40 kg zdrową dietą i ćwiczeniami. Macie tutaj do niej link, jeśli ktoś by chciał spróbować, ponieważ na blogu często organizuje jakieś wspólne wyzwania, a po dwa macie mnóstwo super przepisów i opisów w jaki sposób schudnąć, dodatkowo myślę, że nawet gdy do niej napiszecie, na bank Wam pomoże. Macie tutaj do niej link - Paula Dowlasz ♥
Ja osobiście miałam i trenera i diety i mój przypadek jest serio dziwny. Powiem szczerze, że sama jestem w szoku, że przez 20 lat na prawdę nic nie zdziałałam, i mimo wszystko dziwi mnie sprawa taka, że ja zawsze byłam w ruchu a to i tak nic nie zrobiło.


3. Operacja Bariatryczna
I to może być dla niektórych baaardzo kontrowersyjna sprawa. Bo przecież po co ingerować w narządy by schudnąć, przecież to pójście na łatwiznę (nawet przyjaciółka mi to powiedziała XD). Chcę objaśnić tą sprawę, bardzo interesowałam się każdym sposobem na to by wyzdrowieć, nie tyle że schudnąć, ale by pokonać choroby. Bardzo długo również czytałam o życiu po takiej operacji i jeśli ktoś czyta na ten temat i rozmawia nawet z lekarzami, często można wywnioskować, że to w cale nie jest droga na skróty. To jest ostatnia deska ratunku dla takiej osoby, i w zależności od rodzaju operacji, jest odpowiednia dieta i bardzo długa praca. Początek to wiadomo, bardzo pomaga tak myślę że 1 miesiąc to że jesteś na diecie płynnej, w sumie z tego co się orientuje to też zależy od szpitala, ale przez prawie 3 miesiące musisz pilnować ostro tego co jesz, bo niestety może dojść do poważnych komplikacji. Potem powoli wprowadzasz inne posiłki, musisz dostarczać witaminy, musisz ćwiczyć i być w ruchu, więc tak na prawdę masz podstawowe sposoby schudnięcia, jednak masz ciężej, bo musisz iść pod nóż i w cale nie jest to prosta droga. Oczywiście są też inne czynniki. Tak jak mówiłam są różne rodzaje operacji, bo to też zależy głównie od twoich chorób, od psychiki i od jednej najważniejszej rzeczy... CZY JESTEŚ UZALEŻNIONY OD JEDZENIA. Bo jeśli jesteś, musisz być pod stałą opieką psychologa, bo to też niestety jest jakaś tam choroba psychiczna, ale może o tym też innym razem.



Tak jak mówiłam, jest to przeważnie ostatnia deska ratunku dla osób które nie potrafią, lub z różnych przyczyn nie mogą schudnąć, ale również to jest pomoc w pokonaniu niektórych chorób, bo odnotowano, że u osób po tych operacjach odchodzi ludziom cukrzyca, nadciśnienie, zanika insulinooporność i wszystko idzie ku dobremu. Najważniejsze wtedy jest trzymać się zasad i zapobiegać ponownemu powrotu wagi. Myślę, że na rodzaje operacji poświęcę inny post, a jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się więcej, zapraszam do kontaktu, pomogę Ci i wytłumaczę wszystko po kolei. 

Mam nadzieję, że taki post uświadomił chociaż troszkę, że nie zawsze to co się wydaje pójściem na łatwiznę, wcale tym nie jest. Kwestie operacji będę ciągnąć cały czas, ale o tym dowiecie się niedługo. Przy okazji zapraszam Was do komentowania i obserwowania, by być z postami na bieżąco. 
Całuski ♥

Facebook - klik
Instagram - klik
Snapchat - kahs_design

13:17

Grubas musi być brzydki

Grubas musi być brzydki
Hej miśki!
Dość kontrowersyjny tytuł, zdaję sobie sprawę. Jeśli ktoś poczuje się dotknięty przez niego, przepraszam... ale wiecie. Ja też jestem grubasem. Dobrze przejdę do sedna.


Idąc ulicami, możemy zauważyć, że coraz większą ilość osób dotyka otyłość/nadwaga. Niestety tyjąc musimy kupować większe ubrania, co idzie z tym to że osoby dotknięte tymi czynnikami nie mają gdzie się ubierać. Często kończy się tak, że wygląda się okropnie, nic nie jest dopasowane, albo jest za ścisłe i wszystko się wylewa, albo za luźne i dosłownie wygląda się jak w worku. Duża właśnie ilość osób w Polsce którą dotyczy definicja plus size, a chyba w większości kobiet, wygląda wręcz okropnie i to serio często się widzi. Ubrania jak dla starej babci nie dodają uroku, sprawiają, że wygląda się okropnie. Dlatego też postanowiłam, że jednak coś mnie wyróżnia. Na świecie możemy znaleźć dużo osób plus size, za granicami polski są blogerki w tej tematyce i to popularne. Niestety nasz kraj jak zawsze w tych kwestiach jest ograniczany, a marki ubraniowe nam nie ułatwiają zadania. Dobra, dlatego postanowiłam że chcę pokazać, że można się świetnie wyglądać mimo otyłości. Osobiście kocham swoją osobę, i nie przeszkadza mi to że jestem gruba. Dobrze, ale teraz post nie o mnie i moim ciele.


Chcę pokazywać, że można wyglądać dobrze, modnie mimo tego że jest się grubym. Kurczę, jesteśmy ludźmi, wszystko jest dla nas. Nauczmy się szanować siebie i dbać o swoją osobę i swoje samopoczucie, a przecież nic nie poprawia humoru jak to, że wyglądasz odjechanie. Pokażę, że otyła osoba też może być przepiękna bo tak na prawdę my kobiety wszystkie jesteśmy piękne.


Właśnie dlatego też postanowiłam stworzyć cykl może nie od razu ale z czasem powoli stylizacji dla kobiet PLUS SIZE. Mam nadzieję, że każda z kobiet, chudszych, grubszych, młodszych czy nawet starszych będzie mogła wypowiedzieć się w tym temacie jakim jest kochanie siebie i dopasowywanie ubrań do sylwetki. A teraz napiszcie mi co o tym sądzicie? Pamiętajcie o obserwacji mnie na mediach społecznościowych! ♥

Facebook - klik
Instagram - klik
Snapchat - kahs_design

21:17

Jestem chora - dlaczego?

Jestem chora - dlaczego?


Tak jak już wcześniejszy post dotyczył otyłości w pojęciu typowo oficjalnym, to teraz chciałabym troszkę poruszyć temat o moich doświadczeniach związanych z tą chorobą. 

Jak już część z was przeczytała - Jestem Gruba.
Tak, choruję na otyłość i to w sporym stopniu, ale chciałabym przedstawić też kilka różnic. 
Z góry zaznaczam że nie będę siebie usprawiedliwiać i nie mam tego na celu, chcę przedstawić swoją osobę i swoje doświadczenia. Liczę również na poważne podejście do tematu.

Od narodzin zawsze byłam większa niż wszyscy w koło, w przedszkolu - najwyższa i największa, podstawówka to samo, gimnazjum - jedna z wyższych i jedna największa, technikum to samo, teraz... też (mówię o swoim otoczeniu), wiadomo spotkałam na swojej drodze osoby z tą samą chorobą. Jedni otyli przez leki, inni z własnej głupoty. Pokazałam w poprzednim poście jak wiele możliwości jest by stać się otyłym. Niektórzy z was nie do końca mnie zrozumieli, tu nie chodzi o to że ktoś dużo je i ma mało ruchu. Bierzesz sterydy możesz przytyć, wiadomo masz zwiększone łaknienie i chwila moment i jesteś chory. Są też osoby na pewno takie jak ja, zawsze sprawne fizycznie, nigdy nie mające problemu z ruchem, osoby które nie jedzą dużo, ich dawka jedzenia jest taka sama jak normalnego człowieka, a mimo wszystko są otyłe.




Moje życie mam wrażenie, że zawsze szło pod górkę... mam takie poczucie, że coś jest nie tak. Czuję że mimo wszystko chodzi o coś poważniejszego...

Kiedy byłam mała, jeździłam z mamą po lekarzach w sprawie mojej otyłości. Ona zawsze o mnie dbała i wbrew temu co teraz niektórzy mogą pomyśleć NIE PRZEKARMIAŁA, miałam normalne porcje jedzenia... no tak ale lekarze cały czas mówili że albo wyrosnę, albo żebym nic nie jadła to schudnę. Wiecie takie olewcze traktowanie... Gdy skończyłam 18 lat, trafiłam do endokrynologa i dowiedziałam się że mam hiperinsulinizm wrodzony, ponieważ gdy moja mama była w ciąży, wytwarzała dużo insuliny a ona przeszła na mnie (ponoć tak było, przytaczam słowa lekarza) no i mutacja genów, standard. Okej fajnie, szkoda że po narodzinach powinni to stwierdzić i może już dawno bym żyła normalnie, ale nie ważne, no to co zrobić... brać leki... 

Biorę leki dzień, dwa, trzy, tydzień, dwa, w międzyczasie dieta, trzeci tydzień, miesiąc, drugi... zaczynam wymiotować. Już nie daje rady, czuję się zmęczona, senna, mam dość. Codziennie jem to samo, wymiotuje tym jedzeniem. Dwa miesiące jedząc codziennie to samo... schudłam? tak, może 2 kg ale co to jest w porównaniu do całej masy ciała. Szkoda słów.




Rok później, jestem w szpitalu na badaniach. Jest fajnie, Insulinooporność. Co to właściwie jest? Nikt mi nie tłumaczy. Super, nie dość że hiperinsulinizm wrodzony to też insulinooporność. Jednym słowem co mam robić z tym życiem? I ciągłe pytania, czemu jak się urodziłam mnie nie zbadano, czemu nikt nigdy nie pomyślał o tej chorobie, dlaczego całe moje życie obwinia się o to jak wyglądam mnie. Myślicie że to łatwe? Cały czas - mniej jedz. To co ja mam już nic nie jeść? Lepiej żebym umarła z głodu? No tak sorry jak grubas może umrzeć z głodu. Ironia losu co nie? Jednym słowem jestem tak zła na tych wszystkich lekarzy, jestem wręcz wkurzona na to jak mnie całe życie traktowano. Popychano mnie do przodu, ale nikt nie zadał sobie trudu w tym żeby mi pomóc, bo po co? Mam ogromny żal do tylu ludzi o to, że mną pomiatali, mam żal do wielu ludzi którzy mnie wyśmiewali, ale nikt nie zdawał sobie sprawy że za wszystko też jest winna choroba.

Wiecie, nie mówię że jestem święta, bo czasem sobie pozwolę zjeść coś dużo czegoś, ale to zdarza się raz na pół roku, może na rok. Po dwa, każda kobieta ma te dni gdzie ma ochotę na wszystko. Po trzy zawsze byłam w ruchu, wolałam wyjść na miasto ze znajomymi połazić niż usiąść przed komputerem. Uwielbiam spacery, chodziłam nawet na siłownie. Czy to zadziałało? HAHAHA dobre.

Czasem po prostu chcę się poddać, dzień taki jak dziś jest dla mnie najgorszy. Niby jest dobrze, ale nie mam siły dalej walczyć bo to bezsensu, czym robię się starsza tym więcej się dowiaduję o chorobach które mam od dziecka a nikt nawet mnie nie przebadał w tym kierunku. 




Nie ważne, wiadomo nie poddam się. Nie chcę. Chcę i marzę o tym by być zdrowa i zrobię wszystko żeby tak się stało i kiedyś napisałam w którymś z postów że 2017 mimo nie planowania niczego i nie robienia żadnych postanowień, jest dla mnie rokiem walki o siebie i o swoje życie. 

Pamiętajcie, nigdy się nie poddawajcie. Możecie mieć słabsze dni ale powoli do celu.
Dziękuję za wszelkie komentarze, może napisałam dziś troszkę chaotycznie ale tyle we mnie się tłumiło tego wszystkiego.
Copyright © 2016 kahsDesign , Blogger