Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty

18:52

#WalczmyOJutro - akcja walki z depresją

Nasze zdrowie jest najważniejsze, bez tego nie ma możliwości rozwoju, efektywnej pracy, ciekawego spędzania czasu wolnego i spokojnego życia. Zdrowie fizyczne i psychiczne to podstawa, ale przede wszystkim to drugie odgrywa większa role, bo ja z nim się coś się dzieje to i z naszym ciałem możemy mieć problemy.
Czasem ciężko zauważyć pewne sprawy bo bagatelizujemy sygnały tłumacząc je zabieganym życiem, gorszym dniem, pogodą czy niewyspaniem. A później zaczynamy się przyzwyczajać do tego sprawiając że życie nie daje satysfakcji a wszystko wokół zaczyna się sypać. 

Często również boimy się prosić o pomoc albo nie chcemy dopuścić do siebie myśli że nasza psychika i dusza potrzebuje wsparcia. Uważamy że przecież nie zwariowaliśmy żeby iść do psychologa bądź psychiatry a to wcale nie jest powód do wstydu. Niestety w dzisiejszych czasach choroby o podłożu psychicznych jak depresja są popularne jak grypa.
Aktualna pora roku kojarzona jest z pięknem kolorowych liści, kasztanów, żołędzi, ale piękna aura złotej jesieni kończy się gdy na tapetę wchodzi jesienna chandra , ale jak odróżnić ją od podstępnej i niebezpiecznej depresji?
Przede wszystkim chandra to stan przygnębienia i rozdrażnienia który trwa krótko a depresja to co najmniej 2 tygodniowy stan. Warto wiec gdzieś notować kiedy czujemy spadek formy i czy jest on związany z pogodą, stresująca sytuacja. W tym czasie powinniśmy się starać zająć czymś przyjemnym co zawsze poprawia nam nastrój i humor. Nie ma co również od razu stawiać sobie diagnozy bo to nas jeszcze bardziej zdołuje i da odwrotny skutek do zamierzonego. Przy chandrze te przyjemne incydenty sprawią że odżyjemy, lecz jeśli mamy do czynienia z depresją czynności które sprawiały przyjemność przestaną cieszyć a nawet stracimy chęci i nie będziemy mieć siły fizycznej do ich wykonania. Dodatkowo dochodzi trudność z koncentracją a nawet obarczanie się winą czy poczucie że jesteśmy gorsi od reszty. Co za tym idzie pojawienie się lęku często przed rzeczami i miejscami z którymi do tej pory nie mieliśmy problemu. Nie możesz spać? Budzisz się choć przed chwilą z trudem udało Ci się zasnąć? Nie masz ochoty jeść? Nie dlatego że nie masz na coś smaka tylko dlatego że po prostu nie odczuwasz głodu? Waga spada a Ty się czujesz coraz gorzej, słabniesz czujesz że tak dalej nie pociągniesz, że boisz się co przyniesie kolejny dzień? Baaa, Ty nie chcesz kolejnego dnia bo ledwo co udało się znieść ten? I co teraz? Chcesz to skończyć? Zaczynasz myśleć jak by to było bez Ciebie tu na świecie? Czy inni by tęsknili i płakali za Tobą, analizujesz za i przeciw sposobów na .. boisz się tego słowa ? Na samobójstwo .. chcesz tak to wszystko zaprzepaścić? Stracić tak wielki dar jakim jest życie? A jeszcze wszyscy wokół gadają klepiąc po plecach ze masz się wziąć w garść, ze będzie lepiej, ze wszystko się ułoży? Nie lubisz tego i przez takie „porady” zaczynasz ich wszystkich nienawidzić. Przezywasz dzień za dniem każdy jest taki sam i nagle przychodzi impuls, jesteś tu? Nie powinno Cię tu być , już wcześniej powinieneś udać się do specjalisty który się Tobą zajmie podając Ci dłoń, wdrażając terapie która pomoże Ci wyjść z tego, ale bez pocieszania bez dobrych rad, a tylko to Ci pomoże i Ty sam musisz sobie pomoc bo wszystko jest w Twoich rękach. 


A może widzisz ze ktoś bliski zmienił się, inaczej się zachowuje, gorzej wygląda , nie czekaj spróbuj mu pomoc może tego właśnie potrzebuje ale się boi albo wstydzi?
Postaraj się pogadać z nim ale bez prawienia morałów , pogadaj o wszystkim, o pierdołach, o pogodzie, zaproponuj wspólne wyjście, wspólne spędzenie czasu, przecież wiesz co lubi, jeśli mimo to jego stan się nie zmienia wiedz ze musisz zacząć działać. Może to tylko albo aż depresja sezonowa choć i ona jest niebezpieczna. I tu i tu trzeba reagować. 

Autorem tekstu jest - @carolenciaa

Kochani, dodatkowo chciałybyśmy Wam przekazać o telefonach zaufania, czy miejscach w które możecie się udać gdy czujecie że Wy lub ktoś Wam bliski potrzebuje pomocy.

Antydepresyjny Telefon
Forum Przeciw Depresji

tel. 22 594 91 00

czynny w każdą środę i czwartek od 17.00 do 19.00
ITAKA – antydepresyjny telefon zaufania

tel. 22 654 40 41

czynny w poniedziałki od 17.00 do 20.00
Ogólnopolski Telefon Zaufania
„Uzależnienia behawioralne”

801 889 880

Czynny codziennie od godz. 17.00-22.00 z wyjątkiem świąt państwowych.
Ośrodek Interwencji Kryzysowej
– pomoc psychiatryczno-pedagogiczna

tel. 22 855 44 32

Ośrodek Interwencji Kryzysowej

tel. 22 837 55 59 (poniedziałek – piątek od 8:00 do 20:00)


Młodzieżowy Telefon Zaufania

tel. 192 88

Bezpłatny telefon zaufania dla dzieci i młodzieży

tel. 116 111

czynny codziennie od 12:00 do 02:00
Ogólnopolski Telefon Dla Ofiar Przemocy w Rodzinie
„Niebieska Linia”
tel. 800-120-002
telefon pracuje CAŁODOBOWO!
Jeśli jednak rozmowa telefoniczna to nie wszystko, udaj się do najbliższej poradni psychologicznej, terapeuty. Po prostu zawalcz o siebie. ♥
Kochajcie i miłujcie się!

19:16

Akcja #JestemNajlepsza

Akcja #JestemNajlepsza

Hej cukiereczki!

Na instagramie, możecie znaleźć post w którym postanowiłam stworzyć swoją własną akcje motywacyjną. Chciałabym, by informacja dotarła do jak największej grupy kobiet, tych które znają swoje wartość, ale też tych które mają problemy z samoakceptacją. Chciałabym uświadomić jak bardzo ważne w życiu jest to by kochać siebie, dlatego że każda z nas jest piękna, wspaniała i wyjątkowa. Nie ma drugiej takiej jak ja czy ty. Większość swojego życia patrząc na wszystkie szczupłe dziewczyny, przeglądając portale społecznościowe i widząc te piękne kobiety, które wydawało mi się mają wspaniałe życie ja wtedy siedziałam i użalałam się nad sobą. Nie posiadałam pewności siebie ani nigdy jakoś z uczuciem do własnej osoby nie podchodziłam. Stąd też ten pomysł, nie powinnyśmy się przejmować tym jak wygląda dziewczyna obok, tylko zawsze patrzeć na siebie. To ty jesteś najlepsza i nikt za Ciebie życia nie przeżyje. Uwierz mi, żeby być szczęśliwym w życiu i czerpać z niego garściami, najważniejsza jest samoakceptacja, która pomoże nam przenosić góry. Od kiedy ja zrozumiałam jak bardzo wartościową osobą jestem, jestem szczęśliwa, bije ode mnie mnóstwo pozytywnej energii a to tylko dlatego że znam swoją wartość. Dlatego teraz chcę pomóc Wam, żebyście po pierwsze bardziej poznały siebie, zaakceptowały wady, pokonały kompleksy (o tym za chwilę) i zaczęły cieszyć się życiem.


Kompleksy to temat bardzo ciężki dla wielu z nas, moim największym kompleksem była moja waga i to że jestem dosłownie gruba. Przez dłuższy czas nie chciałam pokazywać się ludziom, gdy robiłam sobie zdjęcia na social media wyszczuplałam się by wyglądać chudziej, i na zdjęciach byłam po prostu boska, ale patrzyłam w lustro i widziałam ogromnego potwora. Pokonałam to i zaczęłam wychodzić do ludzi, przestałam się bać dodawać moje prawdziwe zdjęcia bez obróbek, i zaczęłam pisać dla Was. Dlatego też wiem, że i ty możesz to zrobić. Mam jakieś drobne kompleksiki z którymi da się żyć, np krótką płytkę paznokcia, za krótkie rzęsy czy owłosienie które wiem że jest efektem ubocznym moich chorób. Z tym się da żyć i jakoś to poprawić i za jakiś czas coś z tym zrobię albo i nie. Te rzeczy nie są już dla mnie istotne. Ktoś kiedyś też mi powiedział, że nikt nie pokocha Ciebie póki ty sama siebie nie pokochasz, i wiecie co zrobiłam? Usiadłam któregoś dnia przed lustrem, wzięłam kartkę i płakałam, wymieniłam swoje wady, czego nienawidzę, ale potem zaczęłam wymieniać zalety. Nawet możecie sobie nie zdawać sprawy jakie pisanie zalet jest ciężkie. Zmuszałam siebie samą, i to była dosłowna walka z tą dziewczyną która nie zna swojej wartości i nie chce poznać. W końcu pokonałam to. Ten mój zabieg trwał półtorej godziny. Udało się, spojrzałam na kartkę i nagle przyszła mi myśl. Czy warto jest tracić swoje życie na brak miłości do siebie? Przecież jesteś nieszczęśliwa tylko dlatego, że nie akceptujesz swojego ciała i swojej osoby. I to byłą prawda, zaczęłam się starać pokonywać swoje słabości i ten zabieg nie trwał krótko bo kilka lat. Osiągnęłam swój cel i wierzcie mi, że zmiany w sobie zaczęłam jeszcze przed rozpoznaniem moich chorób i przed rozpoczęciem walki o zdrowie. Miałam wzloty i upadki a moja depresja wcale nie ułatwiała mi życia, ale dziś już mogę mówić głośno. KOCHAM SIEBIE i JESTEM NAJLEPSZA dla siebie. I wiem że to co robię ma sens, bo w tym co robię jestem najlepsza. Ty też taka jesteś!

Śpiewasz? Nie patrz na inne artystki, ucz się i ćwicz do póki ty nie będziesz zadowolona z siebie. Projektujesz ubrania? Ucz się, ale nie porównuj do innych że nie będziesz nigdy taka jak Zień czy inny projektant. Ty jesteś najlepsza i możesz być nawet lepsza. Uwierzmy w siebie i swoje zdolności. Uwierzmy że jesteśmy piękne i w końcu zawalczmy o siebie.


Kochani, dlatego zachęcam Was do udostępniania tego postu dalej, byśmy dotarli do osób które mogą na prawdę potrzebować tego tekstu. Dołączcie się i dodawajcie hashtag #jestemnajlepsza na insta czy facebooku. Napiszcie mi swoją historię w wiadomości prywatnej, albo pokaż pod swoim postem dlaczego jesteś najlepsza! Bo ta akcja ma na celu byście i wy mogły pomóc innym w samoakceptacji, byście były wzorem i byście pokazały że się nie boicie.

Mam nadzieję że wpadniecie pod to zdjęcia na instagramie i zostawicie jakiś komentarz.
Kocham Was i cieszę się że że natchnęliście mnie i codziennie motywujecie do tworzenia dla Was nowych rzeczy.

15:50

21 i co dalej?

21 i co dalej?

Wrzesień dla mnie to zawsze miesiąc radosny, ponieważ na samym początku mam swoje urodziny.  Od skończenia 18-tego roku życia czuję się coraz starsza i dosłownie pojawia się uczucie że upłynął kolejny rok a ja nic nie osiągnęłam. Nie wiem czy ktoś równie absurdalnie jak ja myśli w ten sposób, ale dla mnie jest to męczące i w sumie nie mam na to wpływu. Będąc młodą nastolatką, miałam od A do Z zaplanowaną przyszłość ale okres od 19-25 lat nigdy dla mnie nie był okresem gdy określałam dokładnie co będę robić. Wiedziałam tylko i wyłącznie to co po tym okresie czasu chcę osiągnąć, jednak nigdy ale to nigdy nie miałam pojęcia i nie rozmyślałam o tym okresie czasu oraz właściwie nie planowałam tego jak coś osiągnąć. 


Teraz jestem w niecałej połowie tego okresu czasu, a ja cały czas mam wrażenie że do niczego jeszcze nie doszłam. Jakiś krok co prawda zrobiłam, rozpoczęłam prowadzenie bloga, prowadzę odpowiednio moje media społecznościowe i co prawda bardzo to lubię. Z natury jestem osobą niecierpliwą i nie lubię czekać, przeważnie chciałabym wszystko mieć od razu, chociaż osobiście sobie zdaję sprawę z tego że tak nie powinno być i na co dzień staram się i przeważnie udaje mi się ukoić niecierpliwość. 


W dniu gdy skończyłam 21 lat poczułam coś dziwnego. Poczułam ogromny żal i smutek, nie studiuję nie mam pracy i tkwię w jednym miejscu. W pewnym momencie jednak moje myślenie się zmieniło, to nie całkiem prawda jestem dalej niż byłam rok temu i mam wrażenie że co prawda małymi krokami, ale jednak. Wiem na co jestem chora, podjęłam walkę o swoje zdrowie, zmieniłam swoje nastawienie do życia. Jestem w odpowiednim miejscu i może teraz nie jest mój czas, ale wiem że będę cały czas dążyć do celu. Jestem o rok starsza i o rok więcej doświadczeń posiadam w swoim życiu. Zmieniłam swoje nastawienie, jestem pewniejsza siebie a w okół siebie mam wspaniałych ludzi, którzy są dla mnie a ja dla nich. Na ten moment, wiem że wszystko będzie dobrze a ja nie muszę się tym już martwić. Wiek, to tylko liczba i nie ważne czy osiągnie się sukces mając 20 lat czy 50. Najważniejsze jest to, że dąży się mimo wszystko do celu i w końcu wiem jak. 

A jakie wy macie przemyślenia w swoje urodziny? Czujecie radość czy smutek dlatego, że się starzejecie? Dajcie znać w komentarzu i odwiedzajcie moje social media misie ♥

Instagramklik
Facebook - klik

12:33

Dlaczego bawicie się moimi uczuciami?

Dlaczego bawicie się moimi uczuciami?
Hej Misie!
Ostatnio opowiadałam Wam jak to cieszę się, że będę miała zabieg, i całą historię mojej drogi ku zdrowemu życiu. Szkoda tylko, że znów kolejny raz wszystko odwołano. 


Niedziela
Czuję stres, kończę pakowanie do szpitala i wiem, że będzie ciężko. Ze stresu cały dzień nie mogę nic poważnego przełknąć, więc mówię trudno, zjem za kilka dni. Idę wsadzić wszystko do walizki i tak mija mi dłuższa chwila. Gdy wszystko gotowe idę się ogarniać, biorę kąpiel by odświeżyć się i nacieszyć tym moim ukochanym prysznicem. Po zakończeniu czynności poszłam wykonać kolejną jaką jest ubranie się, a potem wysuszenie włosów i takie tam. Jestem gotowa.

Podjeżdżamy pod szpital, ja, mama i B. Idziemy na izbę przyjęć, wypełniam wszystkie dokumenty i czuje jak ze stresu zasycha mi w gardle. Wypiłam jedno pół litra wody, czuję że to wciąż za mało. Kupiłam kolejnych kilka butelek i wołają mnie bym wstawiła się na oddział. Przechodzę z Izby Przyjęć i idę za lekarzem albo pielęgniarzem, nie mam pojęcia kto to był, zakłada mi opaskę na rękę, poszedł jakiś żarcik, śmiałam się że szpital to więzienie, serio to nie ważne. Jadę windą na 6 piętro, wysiadam i widzę szklane drzwi, czuję ten typowy zapach szpitalu i zaczynam się jeszcze bardziej denerwować. Idziemy do siostry jest godzina 15:30. Daję dokumentację, przedstawiam się i pielęgniarka ze mnie się śmieje. Zapytacie dlaczego... a, że spóźnialska jestem. Odpowiadam, że powiedziano mi że mam być o 15-16. Siostra w szoku, no ok. Narzekanie zaczyna się, że nie zrobią mi wszystkich badań, jak to skombinować, o co chodzi i takie tam. Jakby to była moja wina. Jestem zdenerwowana, idę na echo serca albo ekg, kto to wie. Moja mama idzie za mną, śmianie się ze mnie że jestem mami córcia. No i? Trudno, jestem zła, robią badanie wracam na sale w której leżę. Jestem przy samym oknie, fajny widok. Chociaż tyle dobrze. Wołają mnie na pobranie krwi, mówią że wbiją mi wenflon, a ja sobie myślę tylko - boże nie! błagam nie chce. Wow, wbija mi się w żyłę, i okazuje się że jest zapchana czy coś. Siniak mam do dziś, tak jak i guza i ból w tym miejscu. Pobierają w końcu normalnie. Rtg klatki piersiowej jest następną rzeczą, po drodze łapie mnie mini krwotok z miejsca gdzie miał być wenflon. Zaciskam mocno by jakoś zatamować i idę dalej. Nie będę opisywać jak wygląda rentgen bo większość z nas wie, a nie chce przy okazji opisywać czegoś co niektórzy by mogli źle odebrać, jak erotyzm. (Żartuję kochani). Po badaniu znów na górę i pojawia się anestezjolog. 
- Ile masz lat?
- Jeszcze 20.
- Nie pal już dziś papierosów bo będzie większy problem przy usypianiu. 
Myślę sobie, no domyślam się, nie będę palić. Następnie każe podpisywać jakieś rzeczy, i informuje o zagrożeniach lub efektach ubocznych. Myślę sobie, że już gorzej być nie może i nic na bank się nie stanie. Po wyjściu lekarki, przychodzi pielęgniarka i daje mi dwa czopki na przeczyszczenie. Jestem totalnie załamana i przerażona, jeszcze nigdy nie robiłam czegoś takiego. Ku mojemu zaskoczeniu jak i osób mnie odwiedzających nie miałam żadnego rozstroju żołądka, więc mnie nie przeczyściło. 

Godzina 19. Żegnam się z mamą i zacznają mi napływać łzy do oczu. Już coraz bliżej, a ja nadal nie wiem czego mogę się spodziewać. Do godziny 22.50 oglądałam serial, potem już leżałam do około 2 i się denerwowałam, moje próby zaśnięcia nic nie dały, aż w końcu sobie sama do siebie żartowałam że przynajmniej pod narkozą się wyśpię. 

Poniedziałek
Godzina 5.30 pielęgniarka budzi mnie bym poszła do łazienki i przygotowała się do zabiegu. Wymyłam się podgoliłam brzuch wedle zaleceń i zdezynfekowałam go jakimś specjalnym płynem. Tak też się pytałam po co to mam robić, skoro zabieg odbywa się przez gardło. A no na wszelki wypadek, jakby coś nie wypaliło. Godzina 6, siedzę w swojej piżamie i oglądam coś by nie myśleć o niczym. Patrze na zegarek, nagle 8. zaczynam już się bardziej denerwować, bo przecież to zaraz. Przychodzi pielęgniarka i dostaje opierdziel za to że nie jestem jeszcze w specjalnej koszuli. Idę założyć ją, jezusie czuje się naga, tragedia, pierwszy raz się wstydzę, jeszcze dostałam jakieś pończochy do połowy uda... wyglądałam strasznie. Przychodzi lekarz, który miał przeprowadzić na mnie zabieg. Prosi mnie na wagę. Wchodzę, patrzę i oczom nie wierzę, schudłam. Tylko jak... i dlaczego tak dużo? Przecież... nic w moim odżywianiu się nie zmieniło. Jestem w szoku, trochę bardziej zadowolona bo wiem że może mi się udać, czuję motywację, która po chwili znika i czuję jak spadam na sam dół. 

Zabiegu nie będzie, za dużo schudłaś i nie możemy zrobić Ci tego balona, będziesz mieć normalną operację. Te słowa usłyszałam. Wtedy poczułam jak dosięgam dna, zaczęłam się śmiać i myśleć. Szkoda tylko, że gdy mówiłam profesorowi kierującemu że jestem na takim i takim odżywianiu się i byłam wtedy już na samej granicy, to mówiłam od początku o operacji. Poczułam się i nadal czuję jakby moje zdrowie było bez znaczenia, jakby nikogo nie obchodziło to, że z każdym dniem jestem bliższa śmierci, jakby to się nie liczyło, jakbym ja się nie liczyła. Nie dość że od dnia poprzedniego nic nie mogłam pić, tak mnie suszyło to jeszcze to. Dla mnie stała się wtedy rzecz absurdalna i nie wiedziałam co zrobić, wróciłam na salę przebrałam się w normalne ubrania, i poszłam spać. Obudziła mnie mama z pytaniem o to i musiałam tłumaczyć, nawet nie płakałam, tylko się śmiałam. Dopiero dzisiaj pisząc ten post zaczyna to do mnie docierać, dopiero teraz pojawiają się łzy i muszę znów czekać na wiadomość kiedy termin i znów przechodzić przez to wszystko, a ja i może życie na razie znów jesteśmy w zawieszeniu, bo tak na prawdę to ja już sama nie wiem co mogę zrobić. 

Dziękuję Wam za wsparcie, które daliście mi tu, na instagramie snapie i facebooku. Jesteście najlepsi. Miałam plan opowiedzieć wam to jak już wszystko będzie pewne, było i nagle znów nic nie jest pewne. Jedyne co w tym momencie wiem, to to, że nie poddam się w walce o siebie.

13:37

Wmówili mi że jestem nikim

Wmówili mi że jestem nikim
Znacie to uczucie kiedy ktoś próbuje sterować naszym życiem?
Początkowo zawsze są to rodzice, oni wybierają twoje imię, wiarę i są odpowiedzialni za twoje wychowanie. Tak na prawdę w większości przypadków, to jak potoczy się twój los jest oparte na doświadczeniach w dzieciństwie. Mi wmawiano, że jestem nikim. I co z tym zrobię?



Zastanawiacie się pewnie, jak to możliwe. Nie chodzi o moją mamę, nie chodzi o ojca. Chodzi o otoczenie, przez to że nigdy nie byłam taka jak większość, czułam się zawsze samotna. Wiecie, nie warto się rozdrabniać nad tym co działo się w moim życiu, bo wychodząc do ludzi byłam całkiem inną dziewczyną. Uśmiechnięta, dusza towarzystwa, miałeś problem mogłeś mi się zwierzyć i liczyć na moją pomoc, ale tak na prawdę nawet do tej pory chyba nikt nie zdaje sobie sprawy z tego co działo się ze mną wewnątrz. Wiecie, moja mama sama musiała mnie utrzymywać. Nie powiem, łatwo nie było, ale musiało mi bardzo dużo czasu zając to, żebym zrozumiała sytuację. Dobra nie o to chodzi...

Szczerze mówiąc nawet już straciłam wenę, od jakiegoś czasu nie wiem co napisać, mam wrażenie że gdy otworzę się za bardzo, możecie mnie źle odebrać, ale ja tego nie chcę. Kontynuujmy... 

Jako dziecko, nie miałam łatwo, sytuacja otaczająca mnie też ciekawa nie była, czułam się obca wśród bliskich. Jako pięciolatka doświadczyłam tego, a te doświadczenia ciągnął się za mną cały czas. Byłam osobą pomiataną, wtedy zaczęto już w mojej głowie zasiewać to ziarenko które dojrzało we mnie niedawno, i zrozumiałam bardzo dużo rzeczy. 

Każdy z nas ma lęki prawda? Mniejsze lub większe, ale ja jako mała dziewczynka bałam się schodów w starym domu bo bałam się, że tamtędy będzie schodził jakiś duch. Jako ta mała dziewczynka, zostawałam sama i płakałam godzinami, nie ruszając się z kanapy. Do tej pory boję się ciemności i ciemności na schodach. 

Jako dziecko byłam ta gorsza, bo byłam gruba. Byłam dzieckiem, wielu rzeczy nie rozumiałam, popełniałam błędy, bywałam niegrzeczna, ale czy musiałam być pomiatana? Czy na każdym kroku musiałam czuć to, że jestem nikomu nie potrzebna, że jestem ta gorsza. Cieszę się, że w porę moja mama zainterweniowała, ale uraz zostaje na zawsze. 



Każdy krok w moim życiu w późniejszych latach wiązał się z porażkami moimi indywidualnymi. Od dziecka marzyłam by być szczupła i gdy lekarze zamiast mi pomóc po prostu olewali sprawę, czułam się mało ważna, nie czułam sensu życia. Kiedy poszłam do szkoły, wredne dziewczynki śmiały się z mojej otyłości, a ja płakałam po cichu w swoim pokoju tak żeby nikt tego nie widział. Nigdy nie chciałam okazywać swojej słabości... W dalszych latach dzieciaki śmiali się bardziej, tym samym wzbudzając we mnie bycie bezwartościową. 

Nadszedł czas pierwszej miłości, nie będę się rozpisywać bo chcę poświęcić na to inny post, ale byłam pomiatana. Raz robiono mi nadzieję, za chwile wystawiano na pośmiewisko, i tak w kółko. Wiecie, wtedy kiedy czułam się zauważona to było dla mnie wspaniałe uczucie... ale tym samym niszczono mnie coraz bardziej. Po 4 latach udało mi się uwolnić od tego, i nastały kolejne miłostki i kolejne rozczarowania. Wiecie... cały czas sądziłam, że mnie nie można kochać, nie można bo jestem inna i nie zasługuję na szczęście. Sądziłam tak cały czas, czasem nadal mam takie wrażenie. 

W każdym etapie mojego życia, czułam się bezwartościową osobą, utrudniano mi moje szczęście. W większości udawałam szczęśliwą, ale nie powiem, miałam momenty gdzie zapominałam o tych złych rzeczach. Teraz wiem, że jestem dużo więcej warta niż Ci co utrudniali mi życie, mimo że niektórzy nieświadomie (mam taką nadzieję).



Dlaczego więc ktoś sterował moim życiem? 
Bo te wszystkie osoby na mojej drodze doprowadziły mnie do miejsca w którym jestem. Nie żałuję, że moje życie tak wyglądało, dużo mi to dało... jestem kim jestem, i teraz jestem silniejsza.

Zapraszam na moje social media które znajdziecie poniżej, i widzimy się przy następnym poście.

Facebook - klik
Instagram - klik
Snapchat - kahs_design

16:27

Walczę o siebie

Walczę o siebie
Na pewno niektórzy z Was przeczytali  'Jestem chora - dlaczego?' ale muszę przyznać, to nie wszystkie moje choroby.



Od 9 roku życia zmagam się z depresją, od 13 roku życia mam nerwice lękową. Przez ponad 10 lat nie chciałam chodzić do psychologa. Chciałam sama być silna, sama sobie ze wszystkim poradzić. Zaskoczę was, mimo stresu nie jadłam, bo gdy się stresuje nie mogę nic jeść (jakby ktoś mi miał napisać że jestem gruba przez jedzenie w stresie to uprzedzam fakty). Moja depresja pojawiła się z kilku przyczyn. 
  1. Ukryte gdzieś w podświadomości złe wspomnienia z dzieciństwa. Nie jestem jeszcze gotowa na otworzenie się na to, ale gdy już wybuchłam rok temu chodziłam na terapię i po niej zaczęło się wszystko przypominać. Pamiętam wszystko, chociaż wolałabym nie. Dzięki tym wspomnieniom wiem, że niektóre z moich lęków pojawiło się przez te rzeczy z dzieciństwa.
  2. Śmierć mojego taty. W wieku 5 lat straciłam ojca, zmarł na moich i Mamy oczach. Jako 5-cio latka pomagałam jej w resuscytacji. Jako ta dziewczynka dzwoniłam na jedyny znany mi numer żeby ta osoba zadzwoniła po pogotowie. Jako ten mały dzieciak straciłam autorytet, najlepszego przyjaciela, mojego anioła stróża. Straciłam moją bratnią duszę. Kiedyś ktoś powiedział mi, lepiej że straciłam ojca jako ta mała dziewczynka niż jako nastolatka. Wiadomo każdy przeżywa wszystko na swój sposób, tylko że ja potrzebowałam ojca, potrzebowałam opinii na temat mojej pierwszej miłości. Potrzebowałam zobaczyć jak to jest. Do tej pory zamykając oczy widzę ten wieczór. Cieszę się chociaż, że przed śmiercią spędziliśmy cudowny rodzinny czas. Dziękuję za to. Gdybym mogła mieć go teraz chociaż na tydzień, wiedziałabym. Już nie musiałabym gdybać. 
  3. Otyłość i brak pomocy. O tym wiecie z poprzedniego postu. Ciągłe obwinianie mnie, wyśmiewanie przez inne osoby, wyzwiska. Takie miałam życie. Dziękuję osobom które od tamtej pory są ze mną, a jest ich mało. Dziękuję za przyjaciół którzy byli ze mną w tamtym momencie i nie przeszkadzał im i nadal nie przeszkadza mój wygląd.
  4. Śmierć ukochanej babci. Kolejna bezsensowna śmierć. Kolejna bliska mi osoba opuszcza mnie. I znów się zagubiłam.


To jest kilka powodów przez które choruję chyba na jedną z najdziwniejszych chorób. Nie wymienię wszystkich, wymieniłam podstawowe powody. Mogłabym też napisać o moich przygodach z mamą, o wiecznej samotności która towarzyszy mi po dziś dzień, ale po co. To nie jest mój pamiętnik. To jest uświadamianie.

Ludzie którzy krzywdzą, wyżywają się na innych powinni ponosić odpowiedzialność za swoje czyny. Społeczeństwo powinno pomagać ludziom chorym. Nigdy się nie kryłam z moim bagażem emocjonalnym. Nigdy też nie czułam się doceniana. Najlepsze jest to że moja przyjaciółka powiedziała mi, że podziwiała mnie w gimnazjum. Podziwiała moją pewność siebie, moją siłę i szczerość. Przez ten okres czasu byłam tym kim zawsze chciałam być, byłam sobą. Wciąż miałam lęki, różne ataki, dalej byłam wyśmiewana, cały czas gdy byłam sama powtarzał się koszmar w mojej głowie. Dlatego też wtedy byłam wszędzie, wtedy nie chciałam być sama, mimo uczucia samotności wśród ludzi...



W technikum się poddałam. Nie umiałam już walczyć. Było dobrze, bo zakładałam maskę. Wracałam do domu.. płakałam. Po maturze już dopadło mnie totalnie. Od ponad pół roku jestem na lekach i od tamtego czasu bywa źle, nie powiem że jest idealnie. Bywają dni straszne, gdzie boję się wyjść z domu. Gdzie czuje mury w sobie. Są dni gdzie jest idealnie, śmieje się, bawię się wspaniale i znów jestem sobą. Chociaż do bycia sobą jeszcze daleka droga to zaakceptowałam swój los. Zaakceptowałam choroby. Czy to znaczy że poddałam się? NIE!

Mimo bycia poniżaną, wyśmiewaną, obgadywaną za plecami, mimo tego że przez mój wygląd ludzie dla mnie byli dwulicowi i nawet jeśli ktoś myśli że ja nie wiem. Tego się nie da ukryć. Zastanawiałam się zawsze czemu w ludziach jest taka zawiść? Przecież starałam się dorównywać rówieśnikom, przecież też miałam super ubrania nie jak typowy grubas. Zawsze potrafiłam dobrze wyglądać. Cholera nawet zdaje sobie sprawę z tego że moja twarz jest ładna. Dlaczego mimo tego że byłam przyjaciółką, kumpelom wy odwracaliście się? Szliście gdzieś i mówiliście HAHAHAHA ona jest chora psychicznie, hahahah no kasia to taki grubas itp itd. Ludzie, słowa bolą i zostają w głowie. Jestem silna i wiem że to nie jest tak ważne, ja już wiem komu mogę ufać komu nie. Już wiem kto jest kim.



Mimo mojej psychiki, jestem silna i wiem to. Nie każdy by się odważył napisać o tym, nie każdy też zniósł by słowa, ja już się nauczyłam nie zwracać uwagi na chamskie odzywki. Nie warto umierać. Byłam bliska śmierci kilka razy, i kilka z nich było planowane. Jednak wiem, że mam dla kogo żyć i wiem że dam sobie radę. Nie zostawię mojej mamy, nie zostawię moich bliskich. Walczę o lepsze jutro, walczę o dzisiejszy lepszy dzień. Codziennie walczę o siebie, i cały czas pokonuję każdą złą myśl. Dziękuje wam, że ze mną jesteście. Kocham was, a w szczególności Ciebie mamo, bo wiem że to czytasz.



Pamiętajcie, pomóżcie osobą z depresją. Od depresji do samobójstwa to tylko kilka kroków, a każde życie jest ważne i bardzo dużo warte.

Dziękuję że przeczytaliście, dziękuję że jesteście. 
Zostańcie ze mną na dłużej, abyśmy tą drogę złych chwil, dobrych też przechodzili razem. Wspierajmy się i szanujmy.
Jeszcze raz dziękuję, trzymajcie się i standardowo...
Całuski 💋
Copyright © 2016 kahsDesign , Blogger