15:43

Idealne zoo

Idealne zoo
   

Hej Miśki! Mam dla Was troszkę zdjęć z mojej wycieczki do Warszawskiego zoo.
Muszę przyznać, że było wspaniale, gdyby nie 50 stopni w słońcu. Porobiłam troszkę zdjęć zwierzątkom, ale w takim upale też ciężko zwiedza się taki duży obszar, zaskoczył nas też remont przeprowadzany na miejscu, ale zoo zawsze mnie uszczęśliwia. Co też będę się rozpisywać, zapraszam do oglądania zdjęć (robiłam zdjęcia tylko tym osobnikom które nie spały). 
PS. Oczywiście zdjęcia robiłam ja, natomiast pojawią się też zdjęcia gdzie to ja pozuję a fotografował B.
Zapraszam ♥








Stylizacja:
Bluzka - H&M
Spodnie -C&A
Buty - Vans
Torebka - Oriflame

Dziękuję za obejrzenie zdjęć, czekam na Wasze komentarze. Całuski ♥

Facebook klik
Instagram - klik
Snapchat - kahs_design

12:33

Dlaczego bawicie się moimi uczuciami?

Dlaczego bawicie się moimi uczuciami?
Hej Misie!
Ostatnio opowiadałam Wam jak to cieszę się, że będę miała zabieg, i całą historię mojej drogi ku zdrowemu życiu. Szkoda tylko, że znów kolejny raz wszystko odwołano. 


Niedziela
Czuję stres, kończę pakowanie do szpitala i wiem, że będzie ciężko. Ze stresu cały dzień nie mogę nic poważnego przełknąć, więc mówię trudno, zjem za kilka dni. Idę wsadzić wszystko do walizki i tak mija mi dłuższa chwila. Gdy wszystko gotowe idę się ogarniać, biorę kąpiel by odświeżyć się i nacieszyć tym moim ukochanym prysznicem. Po zakończeniu czynności poszłam wykonać kolejną jaką jest ubranie się, a potem wysuszenie włosów i takie tam. Jestem gotowa.

Podjeżdżamy pod szpital, ja, mama i B. Idziemy na izbę przyjęć, wypełniam wszystkie dokumenty i czuje jak ze stresu zasycha mi w gardle. Wypiłam jedno pół litra wody, czuję że to wciąż za mało. Kupiłam kolejnych kilka butelek i wołają mnie bym wstawiła się na oddział. Przechodzę z Izby Przyjęć i idę za lekarzem albo pielęgniarzem, nie mam pojęcia kto to był, zakłada mi opaskę na rękę, poszedł jakiś żarcik, śmiałam się że szpital to więzienie, serio to nie ważne. Jadę windą na 6 piętro, wysiadam i widzę szklane drzwi, czuję ten typowy zapach szpitalu i zaczynam się jeszcze bardziej denerwować. Idziemy do siostry jest godzina 15:30. Daję dokumentację, przedstawiam się i pielęgniarka ze mnie się śmieje. Zapytacie dlaczego... a, że spóźnialska jestem. Odpowiadam, że powiedziano mi że mam być o 15-16. Siostra w szoku, no ok. Narzekanie zaczyna się, że nie zrobią mi wszystkich badań, jak to skombinować, o co chodzi i takie tam. Jakby to była moja wina. Jestem zdenerwowana, idę na echo serca albo ekg, kto to wie. Moja mama idzie za mną, śmianie się ze mnie że jestem mami córcia. No i? Trudno, jestem zła, robią badanie wracam na sale w której leżę. Jestem przy samym oknie, fajny widok. Chociaż tyle dobrze. Wołają mnie na pobranie krwi, mówią że wbiją mi wenflon, a ja sobie myślę tylko - boże nie! błagam nie chce. Wow, wbija mi się w żyłę, i okazuje się że jest zapchana czy coś. Siniak mam do dziś, tak jak i guza i ból w tym miejscu. Pobierają w końcu normalnie. Rtg klatki piersiowej jest następną rzeczą, po drodze łapie mnie mini krwotok z miejsca gdzie miał być wenflon. Zaciskam mocno by jakoś zatamować i idę dalej. Nie będę opisywać jak wygląda rentgen bo większość z nas wie, a nie chce przy okazji opisywać czegoś co niektórzy by mogli źle odebrać, jak erotyzm. (Żartuję kochani). Po badaniu znów na górę i pojawia się anestezjolog. 
- Ile masz lat?
- Jeszcze 20.
- Nie pal już dziś papierosów bo będzie większy problem przy usypianiu. 
Myślę sobie, no domyślam się, nie będę palić. Następnie każe podpisywać jakieś rzeczy, i informuje o zagrożeniach lub efektach ubocznych. Myślę sobie, że już gorzej być nie może i nic na bank się nie stanie. Po wyjściu lekarki, przychodzi pielęgniarka i daje mi dwa czopki na przeczyszczenie. Jestem totalnie załamana i przerażona, jeszcze nigdy nie robiłam czegoś takiego. Ku mojemu zaskoczeniu jak i osób mnie odwiedzających nie miałam żadnego rozstroju żołądka, więc mnie nie przeczyściło. 

Godzina 19. Żegnam się z mamą i zacznają mi napływać łzy do oczu. Już coraz bliżej, a ja nadal nie wiem czego mogę się spodziewać. Do godziny 22.50 oglądałam serial, potem już leżałam do około 2 i się denerwowałam, moje próby zaśnięcia nic nie dały, aż w końcu sobie sama do siebie żartowałam że przynajmniej pod narkozą się wyśpię. 

Poniedziałek
Godzina 5.30 pielęgniarka budzi mnie bym poszła do łazienki i przygotowała się do zabiegu. Wymyłam się podgoliłam brzuch wedle zaleceń i zdezynfekowałam go jakimś specjalnym płynem. Tak też się pytałam po co to mam robić, skoro zabieg odbywa się przez gardło. A no na wszelki wypadek, jakby coś nie wypaliło. Godzina 6, siedzę w swojej piżamie i oglądam coś by nie myśleć o niczym. Patrze na zegarek, nagle 8. zaczynam już się bardziej denerwować, bo przecież to zaraz. Przychodzi pielęgniarka i dostaje opierdziel za to że nie jestem jeszcze w specjalnej koszuli. Idę założyć ją, jezusie czuje się naga, tragedia, pierwszy raz się wstydzę, jeszcze dostałam jakieś pończochy do połowy uda... wyglądałam strasznie. Przychodzi lekarz, który miał przeprowadzić na mnie zabieg. Prosi mnie na wagę. Wchodzę, patrzę i oczom nie wierzę, schudłam. Tylko jak... i dlaczego tak dużo? Przecież... nic w moim odżywianiu się nie zmieniło. Jestem w szoku, trochę bardziej zadowolona bo wiem że może mi się udać, czuję motywację, która po chwili znika i czuję jak spadam na sam dół. 

Zabiegu nie będzie, za dużo schudłaś i nie możemy zrobić Ci tego balona, będziesz mieć normalną operację. Te słowa usłyszałam. Wtedy poczułam jak dosięgam dna, zaczęłam się śmiać i myśleć. Szkoda tylko, że gdy mówiłam profesorowi kierującemu że jestem na takim i takim odżywianiu się i byłam wtedy już na samej granicy, to mówiłam od początku o operacji. Poczułam się i nadal czuję jakby moje zdrowie było bez znaczenia, jakby nikogo nie obchodziło to, że z każdym dniem jestem bliższa śmierci, jakby to się nie liczyło, jakbym ja się nie liczyła. Nie dość że od dnia poprzedniego nic nie mogłam pić, tak mnie suszyło to jeszcze to. Dla mnie stała się wtedy rzecz absurdalna i nie wiedziałam co zrobić, wróciłam na salę przebrałam się w normalne ubrania, i poszłam spać. Obudziła mnie mama z pytaniem o to i musiałam tłumaczyć, nawet nie płakałam, tylko się śmiałam. Dopiero dzisiaj pisząc ten post zaczyna to do mnie docierać, dopiero teraz pojawiają się łzy i muszę znów czekać na wiadomość kiedy termin i znów przechodzić przez to wszystko, a ja i może życie na razie znów jesteśmy w zawieszeniu, bo tak na prawdę to ja już sama nie wiem co mogę zrobić. 

Dziękuję Wam za wsparcie, które daliście mi tu, na instagramie snapie i facebooku. Jesteście najlepsi. Miałam plan opowiedzieć wam to jak już wszystko będzie pewne, było i nagle znów nic nie jest pewne. Jedyne co w tym momencie wiem, to to, że nie poddam się w walce o siebie.
Copyright © 2016 kahsDesign , Blogger